edukacja finansowa dziecka

Edukacja finansowa dziecka – czym to może się skończyć?

Edukacja finansowa dziecka – mam nadzieję, że dzięki takim blogom jak mój jest coraz bardziej popularna. Jednak – z drugiej strony – może być przyczyną niejednej anegdotki w kręgu rodzinnym. I tak moi drodzy – dzisiaj będzie o tej drugiej stronie medalu 🙂 Tej ciemniejszej i znacznie bardziej zabawnej. Oczywiście nie dla rodzica. Albo inaczej – dla rodzica też – ale nie od razu 🙂

Dzieci mają tą magiczną umiejętność – że potrafią rodziców i innych dorosłych w niezłe zakłopotanie wprawić. Swoją szczerością i bezpośredniością. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jakie historie słyszą tydzień w tydzień przedszkolanki. I ile wiedzą o prywatnych sprawach wielu rodzin. 

Więc lojalnie uprzedzam – wprowadzanie dzieci w świat finansów nie odbędzie się bez strat własnych. Krew się poleje…. A w sumie zaleje niejednego rodzica. Podczas rozmów ze znajomymi, wspólnych zakupów, czy w innych sytuacjach, gdzie dzieci będą sprawdzać nabyte umiejętności i wiedzę o finansach osobistych. 


Edukacja finansowa dziecka – jesteś Bogaczem, jeśli ……… masz w domu szczeniaka 

Historia sprzed kilku tygodni. Młodsza wymyśliła sobie – że koniecznie chce mieć szczeniaczka w domu. I do tego pomysłu wracała regularnie, przynajmniej kilka razy dziennie. Jak to fajnie byłoby mieć szczeniaczka, jak ona by się nim zajmowała i tak dalej. Problem polega jednak na tym – że już mamy 3 psy w domu. Dwa znajdki – które postanowiły zamieszkać u nas, a jeden szczeniaczek z poprzedniego roku. Na wyraźną prośbę córek. Przy czym – po kilku miesiącach – pies dorasta. I nasz dorósł. A Wiki znowu zamarzył się szczeniaczek….

szczeniak a edukacja finansowa dziecka

Tym razem usłyszała stanowcze i konsekwentne nie. Próbowała i prośby, i groźby, i każdego możliwego sposobu. W końcu, gdy żadne inne argumenty do córy nie trafiały – i ja wyciągnęłam ciężkie działa. Powiedziałam – że zgadzam się na szczeniaczka – ale pod jednym warunkiem. Będzie na jej utrzymaniu. Tak jak telefon komórkowy na Pauli. To ona będzie musiała mu kupować za swoje kieszonkowe jedzenie, zabawki, przekąski, szczepienia, konieczne wizyty u weterynarza itp.

Czytaj także:


Telefon dla dziecka – karta czy abonament?

Pierwsze pytanie – ile taki pies je. Kolejne – jak często się psy szczepi i ile to kosztuje. Paula uświadomiła jej, jaki jest koszt zabawek i przekąsek dla psa. Po pobieżnym wyliczeniu kosztów – wyszło, że prawdopodobnie utrzymanie  nowego pupila kosztowałoby ją całe jej miesięczne kieszonkowe. I być może pochłonęłoby część prezentów, które otrzymuje z danej okazji. Gdy – dla pełnego obrazu poinformowałam ją, że na prezent na zająca czy dzień dziecka dostanie karmę dla psa – miara się przelała. Wiki w końcu podjęła decyzję – że w takim układzie – ona rezygnuje ze szczeniaczka. Od tamtego czasu temat zakończył swój żywot śmiercią naturalną.

Przynajmniej tak mi się wydawało. Wiki jakby o psie zapomniała i więcej nikogo nie męczyła, że chce kolejnego szczeniaczka. Jednak – któregoś dnia Wiki została zaproszona do córki mojej koleżanki. I jakież było moje zdziwienie – gdy od koleżanki usłyszałam – że według mojej córki moi znajomi są niewiarygodnie bogaci. Oczywiście nie zrozumiałam o co jej chodzi. I co Wiki ma z tym wspólnego. Okazało się – że koleżanka kupiła dla córki szczeniaczka – owczarka niemieckiego. A gdy Wiki go zobaczyła – oświadczyła wszystkim – że są bardzo bogaci – bo stać ich na psa 🙂

Edukacja finansowa dziecka – kwestia ceny

Jeszcze kilka lat temu, gdy starsza córka otrzymywała swoje kieszonkowe zaledwie kilka miesięcy – miała manię przeliczania wszystkiego w sklepach na kieszonkowe. Jeszcze nie rozróżniała różnicy w kwotach. Jednak rozumiała, że jeśli coś kosztowało tyle, co jej 3 kieszonkowe – to było dla niej drogie, a gdy coś kilka złoty – i mogła sobie kupić kilka sztuk za swoje pieniądze – już takie drogie nie było.

Mimo to – swego czasu rozmowę z każdym sprzedawcą w każdym sklepie zaczynała w ten sam sposób:

– Ile kosztuje ….. I tu padała nazwa przedmiotu, który w danej chwili ją zainteresował

Gdy usłyszała odpowiedź, kolejne pytanie zawsze brzmiało:

– Czemu tak drogo?

Miny sprzedawców, na taką formę wymiany zdań z 4-latkiem – bezcenna 🙂


Edukacja finansowa dziecka – anegdotki bez finansów w tle – Angelina

A na koniec jeszcze 2 rodzinne anegdotki. Zupełnie nie związane z finansami.

Tytułem wstępu.  Jesień na wsi bardzo często wiąże się z nieproszonymi gośćmi – którzy meldują się na dłużej. Szczególnie, gdy dom nie ma podpiwniczenia i wejście do mieszkania znajduje się praktycznie na wysokości gruntu. Lub co najwyżej kilkadziesiąt centymetrów wyżej. Albo, gdy wyjdziemy z domu na kilka godzin i zapomnimy o otwartym oknie. Ewentualnie dziecko wejściowych drzwi nie zamknie, a my tego od razu nie zauważymy… Historie są różne. Ale łączy je wspólny mianownik. Często kończą się nocnym szuraniem (mysz), skakaniem (żaby – najczęściej ropuchy), graniem (wszelkiego rodzaju świerszcze i cykady), a nawet tuptaniem (jeż) w domu. U rekordzistów mieszkających w lesie – któregoś dnia w wannie wylądował lis 🙂 Ale to już zupełnie inna historia…

To plan sytuacyjny już macie. Teraz czas na głównych bohaterów:

Paula – lat ok. 3.  W tym czasie ogromna fanka bajki o myszce, która chodziła na lekcje baletu. Bajkę w polskim tłumaczeniu znajdziecie pod tytułem Roztańczona Angelina.

Ja – nieszczęsna mama, która dzień wcześniej rozmawiała z mężem o tym, że coś szurało w kuchni i pewnie mamy myszy w domu.

Miejsce akcji: przychodnia lekarska i rutynowa kontrola babci u kardiologa. Ja – jak zwykle kierowca. 

Siedzimy i czekamy zblazowane, aż babcia wyjdzie od lekarza. Kardiolog się spóźnia, a my powoli zaczynamy kwitnąć. Paula już szaleje na poczekalni. Skoki, tańce, piruety, balety. Pani na recepcji – sympatyczna kobietka – co chwilę zagaduje córkę. Pyta o wiek, przedszkole, koleżanki, zabawki i tak dalej. Paulinka – z  przyjemnością odpowiada na każde pytanie. Jest kontaktowym dzieckiem i woli rozmowę od nudnego czekania. W końcu rozmowa schodzi na tańce, które urządza na poczekalni. Paulinka odpowiada, że umie tak tańczyć – bo nauczyła się od Angeliny…

Po czym dodaje triumfalnym głosem: A wie Pani, że u nas w domu też są Angeliny!!

Na szczęście pani w recepcji bajki nie oglądała, a Paula tematu nie ciągnęła…


Edukacja finansowa dziecka – anegdotki bez finansów w tle – szkoła

Paula – uczennica klasy pierwszej, zafascynowana szkołą. Do tego stopnia, że nawet prawdziwy dziennik nauczycielski za swoje kieszonkowe nabyła. Przez długi czas była to jej ulubiona zabawka. Uzupełniała go, sprawdzała obecność, wpisywała tematy lekcji, stawiała oceny każdemu, kto chciał bawić się z nią w szkołę.

W jej klasie – najczęstszym uczniem – była jej młodsza siostra – wtedy czteroletnia Wiki. Zwykle odbywało się to w ten sposób, że stawiały nieduży stolik z krzesełkiem na środku pokoju i bawiły się w szkołę. Paula była nauczycielką – a Wiki miała wykonywać polecenia, uzupełniać lekcje i tak dalej. To był czas, gdy Paula potrafiła taką zabawą zająć siostrze kilka godzin dziennie.

kucyki pony

Jednak w tym czasie Wiki była ogromną fanką kucyków Pony. To nimi się wtedy uwielbiała bawić. Dlatego zabawa w szkołę często krzyżowała jej plany.  Któregoś dnia podczas wspólnej zabawy w szkołę – Wiki zblazowana i zmęczona ciągłym siedzeniem nad zeszytami i książkami zbuntowała się i zaczęła tłumaczyć Pauli:

– Ja już nie chcę. Cały czas bawię się z Tobą w szkołę. Teraz to ja chcę, żebyśmy pobawiły się kucykami. Obiecałaś mi, że pobawisz się ze mną, w to co ja chcę. A ja chcę bawić się kucykami…

Paula – stanęła na Wiki, pomyślała chwilę, po czym mówi: 

– Dobrze Wikuś… Pobawimy się tak, jak chcesz. Kucykami…

– Kucyki idą do szkoły!

Kurtyna w dół 🙂

A jak Wam idzie edukacja finansowa dziecka? I u Was istnieją anegdotki z nią związane? Lub niekoniecznie? Pochwalcie się, co wymyśliły Wasze pociechy 🙂

Z pozdrowieniami – Ula

3 komentarze

  • To ja mam anegdotkę jeszcze sprzed edukacji finansowej… eM często chodził ze mną na zakupy i uważnie przyglądał się jak to wszystko wygląda. Któregoś razu zapytał czy kupię mu zabawkę, więc odparłam, że niestety teraz nie mogę, bo nie mam pieniędzy. Na co młody: „A nie możesz iść na zakupy?”. No to raz jeszcze mu wytłumaczyłam, że w tej chwili nie mam kasy. Drążyłam jednak temat, bo coś mi się nie zgadzało i okazało się, że… moje dziecko było pewne, że reszta, którą dostaję od pań kasjerek to pieniądze, które sklep płaci mi za zrobienie u nich zakupów 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *