zakupy z dzieckiem

Zakupy z dzieckiem – jak przeżyć i nie zbankrutować

Zdarza Ci się, że musisz przejść przez misję specjalną o kryptonimie "zakupy z dzieckiem"? Mi też. Za każdym razem z duszą na ramieniu idę i zastanawiam się czy nie polegnę znajdując się pod ciągłym ostrzałem moich dwóch ukochanych latorośli. 

 

No dobra – od jakiś 2-3 miesięcy dalej z duszą na ramieniu – ale jednak spokojniej na froncie rodzic kontra dzieci w supermarkecie.

Więc jak przeżyć zakupy z dzieckiem i nie zaliczyć finansowego dołka na kolejny miesiąc?

Dzisiaj sypnę Wam garścią porad – które u mnie sprawdziły się lepiej lub gorzej – ale ogólnie jakimś pomysłem na wspólne zakupy są.

 

Zakupy z dzieckiem – 5 podstawowych zasad

 

Nie negocjujemy z terrorystami. Jak ulał pasuje do dzieci ogarniętych szałem zakupowym, dla których słowo NIE jest największa zbrodnią przeciw ludzkości. Tej nieletniej zwłaszcza. Jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji – że syn lub córa – będą sprawdzali na ile mogą sobie pozwolić w sklepie i jaki to efekt wywoła – nie łam się. Twoje dziecko nie jest ani pierwszym ani ostatnim, które robi sceny w sklepie, tupie nogami, płacze, krzyczy, czy rzuca się na podłogę. Prawdopodobnie 3/4 rodziców, których widzisz w sklepie z dzieciakami przez to przeszła. Bardziej lub mniej obrotną ręką – znają to z autopsji i cieszą się że cała heca tym razem ich nie dotyczy. Ewentualnie wspominają jakie cyrki odwalały ich własne dzieci w sklepie – gdy były w wieku Twojej latorośli.

Więc nie łam się, nie zastanawiaj się co ludzie sobie pomyślą i jaki obciach Twoje dziecko Ci robi. Najgorsze co możesz zrobić, to ustąpić. Dla kilkulatka to jasny sygnał – skoro to działa – trzeba korzystać ze sposobu częściej. I w efekcie każde wyjście do sklepu będzie kończyło się w ten sam sposób – jeśli nie przystaniesz na wszystkie żądania zakupowe wysunięte przez dziecko. 

Teoria sobie – praktyka sobie. Kilka razy poddałaś się i spełniłaś zachcianki dziecka?

Pocieszę Cię – ja też. Mimo to moje dziecko w końcu wyczaiło gdzie są granice, których przekraczać nie warto. 

Co się stało – to już się nie odstanie – przed Tobą teraz po prostu dłuższa misja – wymagająca więcej stanowczości i cierpliwości oraz więcej tłumaczenia dziecku. Jednak dalej do wykonania. A więc, gdy Twoje dziecko zaczyna wyć i krzyczeć – nie ustępuj. Bez względu na to, co będzie robiło i jak się zachowywało – nie zgadzaj się na kupno rzeczy, o którą cała awantura się toczy. Jeśli rozmową i tłumaczeniem nie przekonasz malucha – po prostu wyjdźcie ze sklepu. Twoje dziecko musi zrozumieć i poczuć na własnej skórze – kto wyznacza granice oraz że pewne zachowania nie są tolerowane. U nas takie zakupy dodatkowo kończyły się szlabanem na bajki chociaż na jeden dzień. Skoro Ty nie pozwoliłaś mi zrobić zakupów – ja nie pozwolę Ci oglądać telewizora, grać na tablecie itp. Cokolwiek – co dla dziecka będzie jasną informacją, że przegięło i jako rodzic nie tolerujesz takiego zachowania.

Zaczęliśmy od skrajnego przypadku. Jednak są patenty – by nie pozwolić na rozkręcenie się dziecku i zrobić zakupy w miłej i rodzinnej atmosferze

 

Rozmowa. Tak – to najprostsza i często najskuteczniejsza metoda. Przed wyjściem na zakupy poświęcasz chwilę na rozmowę z dzieckiem. Tłumaczysz, że idziecie na zakupy najpotrzebniejszych rzeczy i nie masz dodatkowych środków na kupno zabawek czy ogromnej ilości słodyczy dla dziecka. W tym momencie zwykle u mnie dochodzi do przekupywania lub negocjacji. 

Wyglądają one mniej więcej tak. 
Mamo a jak będę grzeczna to będę mogła sobie kupić zabawkę, słodycze i tak dalej.

Ewentualnie Ty jako rodzic sama wychodzisz z propozycją. Jeśli będziesz grzeczna kupię Ci jedną wybraną przez Ciebie słodkość. Ewentualnie – masz tu 5 – 10 zł. Jest Twoje i możesz sobie kupić za nie co chcesz w sklepie – pod warunkiem że będziesz grzeczny. Jeśli będzie płacz i krzyk – zabieram te pieniądze. O dziwo wynagradzanie przed zakupami – a nie w trakcie lub po świetnie działa. Dziecko już ma te pieniądze i traktuje jako swoje – a skoro są jego – nie zrobi niczego, by je stracić. Ponadto dzieciaki wychodzą z założenia, że tak często nie dotrzymujemy słowa – że kto wie czy tym razem dotrzymamy i czy faktycznie warto się starać o obiecane gruszki na wietrze. A tak – mają blaszaka w garści – i ich uwaga skupia się na wybraniu, co kupi z tych wszystkich cudów znajdujących się w sklepie.
 

Zapchanie. Równie świetnym sposobem jest danie dziecku do zjedzenia biszkopty, chrupki, paluszki. Cokolwiek, co zajmie jego uwagę i sprawi że będzie spokojnie wędrował przez sklep lub siedział w koszyku. U nas pewnie niezbyt zdrowym – acz skutecznym sposobem jest kupowanie drożdżówki  w supermarkecie. Dzięki temu w ciszy i spokoju jesteśmy w stanie przebrnąć przez przynajmniej połowę zakupów. Po drożdżowce jest jeszcze picie – i 80% zakupów z głowy. Za ten spokój na zakupach jestem gotowa pozwolić im zjeść słodką bułkę przed czasem 🙂
 

Zaangażowanie w zakupy. Pozwalasz dziecku uczestniczyć w zakupach. Wchodzicie między regały i mówisz, że teraz musisz znaleźć serek, kisiel, mąkę itp. Oczywiście ma Ci to sprawiać dużo trudności, by w końcu stwierdzić – Ty jesteś taki sprytny i tak dobrze widzisz – może mi pomożesz. Moje dzieciaki bardzo chętnie pomagają mi w ten sposób w zakupach i przy okazji mniejszą uwagę zwracają na produkty, od których w innych okolicznościach nie potrafią oderwać oczu. Przy takiej opcji najlepiej sprawdza się lista – i dodatkowo zaliczanie kolejnego poziomu poprzez skreślenie tego co mamy z listy 😉
 

Omijanie – czyli co z oczu to i z serca. Jak nie musisz – nawet nie zbliżaj się do tych regałów, które są największymi wyzwaniami dla zachowania dziecka. Omijajcie je z daleka, kiedy tylko się da, by zakupy dalej przebiegały w miłej i przyjaznej atmosferze

 

Kieszonkowe dla dzieci. Własne pieniądze na własne zakupy. Jeśli wiesz jak bardzo podatne jest Twoje dziecko na reklamy i kolorowe opakowania zabawek – zacznij wypłacać dziecku kieszonkowe. Przy czym już wcześniej powinniście odbyć rozmowę – że za te pieniądze od dzisiaj to ono finansuje swoje atrakcje i zabawki. I w momencie kiedy w sklepie wypatrzy coś co chce koniecznie mieć – dysponuje własnymi środkami na zakupy. I samo decyduje czy chce kupić.

Jeśli w sklepie nie ma kosmicznej kolejki – za własne zakupy pozwólcie dziecku zapłacić samemu. Wtedy faktycznie poczuje i zrozumie że rozstaje się ze swoimi pieniędzmi. Wymienia je na inne dobro. Od razu uprzedzam. Po takich zakupach kilka razy byłam świadkiem jak dziecko płakało, że już nie ma swoich pieniędzy 🙂 I tłumaczenie rodzica, że ma zabawkę czasami mało dawało. Więc jeśli coś takiego Was spotka – przypadkiem nie zmięknijcie – i nie dorzućcie dziecku dodatkową dychę na ukojenie łez. Bo cała nauka niestety w las pójdzie. I będą kolejne takie sytuacje za każdym razem. Dzieciaki są bardzo dobrymi obserwatorami i świetnie radzą sobie z łączeniem przyczyn ze skutkami. Płakałem – dostałem dodatkowe pieniądze. Czyli następnym razem też trzeba płakać 🙂

Rodzicu pamiętaj stare i znane wszystkim hasło: masz miękkie serce – miej twardą d… 😉
 

I na koniec historia z naszego podwórka w temacie zakupy z dzieckiem. Ostatnio Wiki wyczaiła w Biedronce mały zestaw klocków lego w promocji za 30 zł. I standardowo swoich pieniędzy nie miała. Byłyśmy z babcią – i uległyśmy. Babcia stwierdziła, że to będzie prezent od zajączka (chwila przed świętami wielkanocnymi cała sytuacja miała miejsce). Więc zabawkę kupiliśmy, ale zaraz w domu została schowana. Wiki po zakupach zapomniała o zabawce. Ale następnego dnia – od rana przypomniała sobie o zestawie klocków. Tłumaczenie, że to ma być prezent od zajączka – czyli do rąk własnych za tydzień zając dostarczy – niewiele dawało. Wiki chce zabawkę teraz i już.

Ok – skoro chcesz teraz – to zapłać za tą zabawkę.

Nie – Wiki chce mieć i pieniądze i zabawkę.

Dobre 10 minut trwało tłumaczenie i nakręcanie się mojej córy. Był płacz, było rzucanie się, były przytulasy 😉 Do wyboru do koloru 🙂 O tyle lepiej, że w domu, a nie w sklepie. W końcu argument, że pani w kasie nie oddała mi zabawki za krzyki i płacze tylko za pieniądze – przekonał córę. Poszła po swoją skarbonkę – i odkupiła zabawkę. I od tego momentu – nowej zadymy w sklepie podczas zakupów nie było 🙂 
Więc pamiętaj mamo i tato – konsekwencja najważniejsza. Nie naginaj własnych reguł – bo Twoje dziecię znajdzie sposób by nagiąć je jeszcze bardziej, lub całkiem się ich pozbyć.

 

Z życzeniami sukcesów podczas zakupów z dzieckiem – kończę 😉

 

Ps. Chętnie poczytam o Twoich doświadczeniach i patentach w trakcie misji o nazwie: zakupy z dzieckiem

9 thoughts on “Zakupy z dzieckiem – jak przeżyć i nie zbankrutować”

  1. U nas dobrym rozwiązaniem było wyznaczenie pewnej kwoty, do której dziecko może wybrać sobie przedmioty, a jak były młodsze to określanie, że to ma być tylko jedna zabawka. I oczywiście konsekwentne trzymanie się zasad. 🙂

  2. Od razu się uśmiechnęłam

    Starsza córka wie, że jeśli jadę na zakupy domowe to nie kupujemy nic poza jedzeniem ale jeśli określe-dziś jedziemy po ubrania, zabawkę, coś do domu-wie, ze jest szansa coś wyłudzić . Myślę, że jasne określenie celu zakupów i konsekwentne mówienie 'nie' są u nas droga do sukcesu. Czasem rozmawiam i mówię, że ta zabawka w tym sklepie jest droższa niż w innym i kupimy ją innym razem lub ubieramy na lepszą. Jeśli temat umrze śmiercią naturalną to ok jeśli sobie przypomni to jednak trzeba być fair i coś kupic by nie oszukiwać dziecka:)

  3. Ja jak tylko moge, unikam zakupów z córką. Głównie dlatego że dla niej nie jest to żadna atrakcja. Choć przyznam szczerze, że nie mogę się doczekać, jak będzie starsza i wybierzemy się razem na zakupy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *