oszczedzanie pieniędzy

Oszczędzanie pieniędzy – praktyka w rodzinie Mamoników

Oszczędzanie pieniędzy – sporo wpisów na tym blogu poświęcone jest tematowi oszczędzania pieniędzy i mądrego zarządzania nimi. Nasza rodzina też ma kilka własnych, które pozwalają uzbierać całkiem fajne kwoty miesięcznie w portfelu. I właśnie o tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie.

 

Oszczędzanie pieniędzy – patenty Mamoników

 

Oszczędzanie pieniędzy – Napoje do szkoły.
 

Obie córy są już w wieku szkolnym i bez względu na porę roku chcą mieć co pić w szkole. W sumie wcale im się nie dziwię. Jedna szklanka herbaty w ciągu 5 – 6 godzin to stanowczo za mało. Wielu rodziców po prostu dzień w dzień kupuje dzieciakom napoje lub wodę mineralną. My natomiast mamy inny patent. Każda córka ma swój bidon – w który co rano ma przygotowaną lemoniadę. Czyli posłodzoną wodę z cytryną. W zależności od pory roku – podawana na ciepło lub zimno. Wodę mamy zwykłą gotowaną, do tego pół cytryny i 2 – 3 łyżeczki cukru na 1,2 l płynu. Cena całego zestawu jest różna – w zależności od ceny kilograma cytryny. 

Zakładam że w kilogramie cytryn mam 10 sztuk. I cena za kg dla łatwego liczenia 10 zł (zwykle kupuję jednak taniej). Czyli taki kilogram cytryn wystarcza mi na 20 dni nauki w szkole.

Nie doliczam ceny cukru – myślę że jest już w zawyżonej cenie cytryn. Tak czy inaczej dzienna stawka takiego soku dla 2 córek wynosi 0,5 PLN. W porównaniu z napojami liczonymi przeciętnie po 2 zł – dziennie oszczędzamy 3,5 zł. Licząc, że przeciętnie w miesiącu mamy 20 dni nauki – oszczędności wynoszą ok 70 zł miesięcznie. W związku z  powyższym – dziewczyny jeżdżą na wszystkie wycieczki organizowane w klasie czy szkole. Oszczędzając na napojach – stać nas na opłacenie takich wyjazdów. Tym bardziej, że kanapki również mają przygotowywane w domu. I niezbyt często do szkoły chodzą z kupionymi drożdżówkami. Poza oszczędnościami – takie podejście zapewnia im zdrowszy sposób odżywiania oraz większą odporność 🙂

oszczedzanie pieniędzy na napojach 

Oszczędzanie pieniędzy Napoje w domu
 

Zasada z kupowaniem napojów obowiązuje również w domu. Nie kupujemy żadnych słodkich, kolorowych gazowanych czy niegazowanych soków, coli, sprite'ów i innych gagatków tego typu. Pijemy albo czystą przegotowaną wodę, albo wodę z cytryną albo soki domowej produkcji (mieszkanie z dziadkami pod jednym dachem ma swoje plusy). Jedynymi wyjątkami, kiedy takie cuda pojawiają się u nas w domu są święta (Boże Narodzenie i Wielkanoc), wyjazdy wakacyjne, urodziny dzieci oraz wycieczki szkolne. Czasami pojawiają się także podczas wizyt rodzinnych lub gdy mamy gorszy dzień i ulegniemy dzieciakom 😉  I na tym zasadniczo koniec. Nie ma zbyt wielu odstępstw od reguły. Dziewczyny nawet już nie dyskutują z tą zasadą. Czyli licząc uczciwie w ciągu roku napoje o wątpliwej wartości odżywczej, dostarczające za to masy kalorii znajdziesz u nas przez 30 – 40 dni w ciągu roku.

I znowu szybkie przeliczenie kosztów. Średnio dla obliczeń przyjmuję, że pije się 1 l/dziennie takich napojów. W 4-osobowej rodzinie to mocno zaniżony wskaźnik. Ale zakładam, że pijemy także coś innego. Cena 1 litra średnio niech wyniesie 1,5 zł. Są napoje droższe i tańsze. Omijamy te za grosze – unikamy świecenia od chemii po nocach. Jak już kupujemy – to przynajmniej ze średniej półki. Choć często są to firmówki Coli czy Pepsi. Jednak zwykle kupowane w dyskontach, w większych objętościach i w promocyjnych cenach. Czyli – nie kupując tych napoi – średnio w miesiącu oszczędzamy ponad 45 zł. W roku – daje to już kwotę 500 zł. Nad którą wielu z nas chętnie by się pochyliło. Nie ukrywam – że ja także. Nie dość, że zdrowiej wszyscy żyjemy – to jeszcze jesteśmy na plusie.

Oszczędzanie pieniędzy Zabawki

Tak – tu też dziewczyny nie mają tak lekkiego życia, jak wiele dzieciaków w okolicy. Mimo to – radzą sobie świetnie. Co widać po inwentaryzacji ich zabawek w pokoju dokonanych jakiś czas temu. O tym ile pieniędzy leży w pokoju dziewczyn przeczytacie w tym wpisie. Od tego czasu kwota powiększyła się o kolejne kilka stów. Może nawet tysiąc zł. Ostatecznie święta za nami i dziewczyny same też sobie coś kupiły.
Jaki mamy patent na zabawki i przyjemności? W sumie 2.

Pierwszy z nich to zabawki kreatywne – własnej roboty. Dostarczają tyle samo radości – jak nie więcej, zapełniają wolny czas, są za grosze i dodatkowo uczą.

Drugi to kieszonkowe. Dziewczyny miesiąc w miesiąc na swoje wydatki i przyjemności otrzymują od nas po 50 zł. Kolejne 50 zł praktycznie też co miesiąc otrzymują od prababci. Nie wspominając o spontanicznej gotówce otrzymywanej od dziadków, wujków i ciotek. Trochę się tego uzbiera. I mają do swojej dyspozycji jak na dzieci w podstawówce –  ładne pieniądze. I tymi pieniędzmi zarządzają. To one decydują na co je wydadzą, co sobie za nie kupią. Czy będzie to gra, czy maskotka czy inna atrakcja. Czy wydadzą wszystko od razu po otrzymaniu kieszonkowego, czy też będą chomikować te pieniądze na coś droższego czy bardziej dla nich wartościowego.

Co w ten sposób zyskuję ja jako rodzic? 

  • Stała, łatwa do zaplanowania kwota na przyjemności dla dzieci – 100 zł/miesięcznie
  • Koniec z jękami – mamo – kup mi to. Odpowiedź jest zawsze jedna. Masz swoje pieniądze – jeśli Ci na tej zabawce zależy – kup ją sobie.
  • Koniec z naciąganiem na drobne kwoty. Mamo daj 2 zł na gumy, 5 zł na wyjście do sklepu, 20 na kino. Mają swoje pieniądze i nimi rządzą. Jeśli Ty jesteś przeciwnikiem kieszonkowego, to policz sobie raz tak uczciwie, ile pieniędzy miesięcznie przekazujesz dzieciom tymi drobnymi kwotami. Jest jeszcze jedna wada. Taki sposób uczy dzieci żebrania oraz utwierdza je w przekonaniu, że ilość "zarabianych pieniędzy" uzależniona jest od humoru rodzica – szefa.  
  • Nauka obchodzenia się z pieniędzmi od najmłodszych lat. Dziewczyny bardzo cenią swoje kieszonkowe. Wolą wydawać moje pieniądze niż swoje. I często próbują mnie podchodzić, by właśnie tak było. Nie powiem – zdarza się im odnosić sukcesy 🙂 Nawet jeśli wiem – że powinnam być bardziej stanowcza, to czasami z premedytacją sama łamię ustanowione przez siebie reguły. Jestem człowiekiem, a nie cyborgiem 🙂 Też rządzą mną uczucia i lubię sprawiać im radość 😉
  • Umiejętność oszczędzania. Paula potrafiła zbierać wszystkie oszczędności na komórkę. Nawet przy jej dochodach – czas zbierania na nowy telefon wyniósł 6 miesięcy. I to w okresie letnim. Gdzie okazji do wydawania pieniędzy jest po prostu więcej. Wiki ostatnio też sprawiła mi miłą niespodziankę. Wcześniej kupowała cokolwiek – priorytetem było mieć coś nowego. Teraz zastanawia się czy naprawdę taką zabawkę chce. Ostatnio zdarzyło się – że wyszła ze sklepu z zabawkami bez niczego. Mimo, że pozostałe dzieci kupowały sobie drobne upominki. Ona przeszła się kilka razy między półkami – by na końcu stwierdzić – że nie ma w sklepie nic co by ją zainteresowało 🙂 Spora zmiana od ataków histerii które miała w sklepach jeszcze 2 lata temu.

 

Oszczędzanie pieniędzy Abonamenty na telefony

 

Jeszcze 2 lata temu operatorom telefonii komórkowej na 2 telefony i internet mobilny miesięcznie oddawaliśmy 190,00 zł miesięcznie. Oczywiście umowy zawsze z nowymi telefonami czy sprzętem wi-fi na minimum 60 zł każda i okres 2 lat. Co i tak nie było rekordem. Kiedyś popłynęłam znacznie bardziej. Kupując z plusa na raty 2 wypasione tablety i internet. Ta jedna umowa kosztowała mnie 130 zł/miesięcznie. Z opłatami za komórki dobiliśmy do 250 zł/miesięcznie. Na rzeczy – których tak naprawdę nie potrzebowaliśmy. Mając małe dzieci – tablet nie przeżył mimo swojej ceny 3 lat, drugi który ma mama – jeszcze po 5 latach ma się dobrze i służy.

Na dzień dzisiejszy nasze stałe wydatki ograniczają się do internetu 50 zł/miesięcznie. Mamy plusa – ze względu na najszybszy Internet w mojej okolicy. Gdybym mieszkała w mieście – bez problemu znalazłabym coś tańszego. Jednak tu – po prostu muszę być wierna Plusowi 😉

Telefony mamy w Play na kartę. Zarówno ja, córa jak i mąż. Dzięki czemu rozmowy i smsy mamy do siebie za darmo.

  • Paula ma Play od Nowa – czyli kupuje doładowanie dopiero jak skończą się jej środki na koncie. Na razie – w ciągu 10 miesięcy – wydała 60 zł na doładowania. Tyle samo kosztowały ją gadżety do telefonu
  • Mąż – zwykły Play na kartę. W końcu skończyła mu się poprzednia umowa. W styczniu kupiłam mu kartę za 50 zł i jeszcze na niej ciągnie. Telefonu używa tylko do rozmów
  • Ja – mam Play Unlimited. Dzwonię, SMS-uje ile chce i kiedy chcę. Dodatkowo miesięcznie mam pakiet 6 GB internetu. Kosztuje mnie ta opcja 25 zł/miesięcznie. Najdroższy z naszych abonamentów. 

 

Jeszcze nie mam pełnych danych – ale przeciętnie w miesiącu na 3 numery i internet wydajemy ok 97 zł/miesięcznie (a tak naprawdę 90 zł/miesięcznie. Paula koszty utrzymania swojego telefonu pokrywa z kieszonkowego). Zamiast wcześniejszych 190 zł/miesięcznie. W tym momencie oszczędzamy 100 zł miesiąc w miesiąc. Czyli – gdybyśmy chcieli – za te pieniądze możemy kupić sobie 2 telefony komórkowe za 600 zł w ciągu roku. Póki co – nikt nie ma z nas na tym punkcie fioła i telefony służą nam ponad 2 lata. 

 

Tylko te 4 sposoby sprawiają, że miesięcznie możemy 215 zł wydać na przyjemności – na których naprawdę nam zależy.

Dzieciaki mają wycieczki, ja kartę Unlimited do kina, pieniądze na książki czy wyjście na pizzę. Nie tracimy nic – dalej pijemy, jemy i korzystamy z telefonów, a zyskujemy pieniądze na atrakcje. Nie napiszę – że te pieniądze oszczędzamy – bo nie jest to prawdą. Wydajemy je na przyjemności i potrzeby które się pojawiają. Te planowane i nie planowane. A patentów na oszczędzanie pieniędzy mamy jeszcze sporo w zanadrzu. I z czasem pewnie też je opiszę.

 

A jak u Ciebie wygląda oszczędzanie pieniędzy? Robisz coś, z czego jesteś dumna i co daje Ci realne nadwyżki w budżecie? Chętnie poczytam o Twoich sposobach – sukcesach i porażkach 🙂

 

24 thoughts on “Oszczędzanie pieniędzy – praktyka w rodzinie Mamoników”

    1. Dzięki Kasia. Póki go nie napisałam – nie zdawałam sobie sprawy z wielkości kwot, które mamy do dyspozycji, dzięki naszemu podejściu

    1. Ja wybrałabym opcje na kartę. Mimo wszystko uczy dzieciaków większej odpowiedzialności. I ponoszenia konsekwencji z podjetych decyzji. Na abonamet – odpowiedzialność spada dla Ciebie. I nie ma żadnej wartości edukacyjnej dla dziecka. A u nas Paula juz swoje o telefonach i opłatach za nie już wie

  1. My mamy konta oszczędnościowe, na których zawsze coś tam miesięcznie "przyrasta" – a oprócz tego ubrania kupuję praktycznie wyłącznie w second handach albo przerabiam samodzielnie – i jest to dla mnie mega patent na oszczędzanie. 

    1. Tak – ubrania potrafią sporą część budżetu zajmować. Szczególnie gdy dzieciaki rosną w zastraszającym tempie

  2. Co do picia dla dzieci to się zgadzam! Dużo taniej wychodzi taki własnej roboty a jest zdrowszy! Co do abonamentów, już dawno skończyłam z braniem telefonu w ramach oferty operatora i teraz za 3 numery i internet płacę 100zł. 

  3. Bardzo fajny paten na wode z cytryna. Kieszonkowe – zeby uniknac naciagania. Moi nastoletni chlopcy – jakos nie maja takiej tendecji do naciagania, natomiast widze, ze to jest cos o czym bede musiala pomyslec odnosnie moich kilkuletnich dziewczynek. Jeszcze sa na to za mlode, ale moze to jedyna skuteczna ochrona przed ruina finansowa. Pozdrawiam serdecznie Beata

  4. Świetnie to rozwiązaliście, jestem pełna podziwu 🙂

    Rzadko się spotyka , by dzieci były nauczone tak madrze zarządzania pięniędzmi, zaprocentuje to rownież jak będą dorosłe.

    Podziw dla Was 🙂

    1. Tak. Kupujesz zwykły numer, wbijasz specjalny kod i co miesiąc sciaga ci 25 zł z karty. W zamian masz rozmowy i smsy bez ograniczeń i net w telefonie

  5. Należę do osób raczej oszczędnych i zgadzam się z Twoimi wskazówkami. Moje dzieciaki są jeszcze małe ale na pewno wprowadzę u nich także kieszonkowe 😉

  6. A propo abonamentów, ja całkowicie zrezygnowałem z nowego sprzętu. Kiedyś sieci potrafiły dać coś fajnego za złotówkę, obecnie trzeba tyle dopładać do smartfona czy tableta że lepiej kupić go sobie w sklepie na raty 0 procent.

  7. Właśnie mam zamiar od kwietnia – z dwom wypłatami- wypłacać dzieciom kieszonkowe. Jeszcze musze przemyśleć, co z tego kieszonkowego ma być finansowe- choć  tego co myślę, to raczej zabawki albo słodycze. 

    Ja też zbieram napiwki- w samym marcu nazbierałam- uwaga 250 zł 😉 Gdybyśmy ich nie podbierali- to już w grudniu miałabym ekstra kasę- taką fajna 13-tkę 😉 na prezenty świąteczne! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *